O podkulonym ogonie

Przyszło odszczekać wszystko i wrócić na blog.pl.

Niezależność zapowiadała się obiecująco, ale ostatecznie rozczarowała. Miała być wolnoć Tomku w swoim domku, ale okazało się, że ten domek trzeszczy w posadach, chwieje się i co chwila trzeba go łatać i przerabiać. Przy tym żadna Kasia Dowbor z Polsatu nie przyjedzie nakręcić moich łez i pogłaskać na wizji, by w finale podać klucz do szczęśliwego zakończenia.

Nagle okazało się, że a to się tego nie da, a to z tamtym za dużo roboty. Tu się sypie, tam się rozjeżdża. W dodatku nie zostałem wtajemniczony w kuchnię dłubaninową, a prosić nie lubię, chcę sam wszytko!

No więc z podkulonym ogonem wracam właśnie z powrotem do systemu. Nie jest on, wiadomo, doskonały, bo tu też a to tego się nie da, a z tamtym za dużo roboty. Muszę na przykład wyprosić niewidomych, bo wersji dla nich tutaj nie będzie. Bardzo mi z tego powodu przykro, kochani, ale czasy są takie, że nawet zdrowym jest ciężko. Trzeba, najmilsi, albo odzyskać wzrok, albo siedzieć w domu nad książką w analogowym Braille’u i nie narzekać.

W ogóle z tą wolnością to sprawa podejrzana. Wolność zawodowa? Na etacie ogranicza ją szef, na swoim – chimeryczni klienci i nieprzejednana skarbówka, na utrzymaniu – łaska i niełaska utrzymującego. Największa wolność jest oczywiście na bezrobociu, ale, niestety, najwyżej przez miesiąc.

Wolność uczuciowa? W singielstwie towarzyszy jej nuda, samotność i tęsknota. W związku – właściwie to nie wiem, ale poza sporadycznymi fajerwerkami chyba też nierzadko nuda, samotność i tęsknota, w dodatku mnożona przez dwoje. I tak naprawdę wszystko co możemy, to jakoś się urządzić w ograniczeniach i wybrać najlepszy możliwy kompromis.

Tak więc mamy, co mamy, ale niech Wam się mimo wszystko dobrze czyta w nowym-starym miejscu…

Zapraszam: proszeprincea.blog.pl

O zwątpieniu

Przed nieoczekiwanym skokiem w rozpacz uratowały mnie wspaniałe widoki, napięty program całej wycieczki, a przede wszystkim siedząca przede mną w autobusie Oazowa Dziewczyna. Wypełniła przestoje w trasie, w które wkraść się mogły samobójcze myśli, zaskakującymi dialogami, śmiałymi życiowymi rozwiązaniami oraz pytaniami, na które sama na szczęście sobie odpowiadała.

Na początek trzeba powiedzieć, że Oazowa Dziewczyna nawet na wycieczce jest wierząca i praktykująca, dlatego w piątki nie je mięsa. To znaczy na obiad, bo na śniadanie już się zdążyła nawpychać serdelków. No ale na śniadanie, jak również na kolację, się nie liczy – to przecież jasne jak trzecia tajemnica fatimska.

Śniadanie zresztą zaczyna wcześnie, bo o szóstej rano, kiedy to otwierają stołówkę. Najpierw chciała wyjść i wrócić przed dziesiątą, kiedy stołówkę zamykają, bo przecież wiadomo, że za jednym zamachem nie da się zjeść tyle serdelków, ile by się chciało, ale powiedzieli, że tak nie można. No więc siedzi Oazowa Dziewczyna bite cztery godziny, a czas trawienia umila sobie śpiewaniem psalmów.

Jak się już naje, idzie na zakupy:
– Co kupiłeś?
– Nic.
– A ja już zrobiłam prezenty na gwiazdkę. Wkładam potem w tapczan i w grudniu mam święty spokój! I mogę w sposób nieskażony jakąkolwiek konsumpcją przeżywać radosną nowinę narodzin Dzieciątka!

Niestety, nawet jej brakuje wyobraźni, sprytu, łaski wiary i czego tam jeszcze, żeby znaleźć rozwiązanie tajemnicy kolegi siedzącego z tyłu:
– Ty sam jesteś?
– No, jak widać…
– Nie wierzę! Taki ładny chłopak…

wersja dla niewidomych

O edyktach

Już chyba wszystkim wiadomo, że zapisuję na swojej tajnej liście miasta, w których byłem.

Z polskimi jest łatwo. Wystarczy zajrzeć do Wikipedii i nie ma nieporozumień. Przedbórz ma prawa miejskie, a Opatówek nie ma. Tak więc Przedbórz ląduje na liście obok Raciąża i Radomia, a Opatówek, bardzo mi przykro, ale niestety, nie.

Ale co mam zrobić z takimi miejscowościami zagranicznymi, takimi jak Pučišća i Postira? Wikipedia mówi, że obie to osady rybackie. No dobrze, ale ja nie po to zapłaciłem trzy patyki, żeby sobie jeździć po miejscowościach, których nie można wpisać na listę!

Kombinuję…

Po pierwsze, nie można systemu administracyjnego Chorwacji przekładać automatycznie na nasz rodzimy. Zwłaszcza że u nas nie ma osad rybackich tylko albo coś jest miastem albo nie jest, a wtedy jest wsią. Z drugiej strony, po drugie, tak to sobie można naginać wszystko i byle dziurę w Dalmacji uznać za metropolię. Zwłaszcza ta Postira mi się nie podoba, bo wygląda jak nie przymierzając Opatówek. No, dobrze, po trzecie, ale czy Przedbórz wygląda na miasto? Albo Raciąż? To już bardziej Opatówek wygląda… Trudno, kończymy z tym! Pora rozstrzygnąć, bo tu już ostatnie widoki i atrakcje, urlop dobiega końca, a ta lista, po czwarte, to ma być przecież tylko zabawą…

Cha, cha, cha. Zabawą! Dobre sobie. Od trzech dni nie mogę się uspokoić. Przemknąłem obojętnie przez Zadar, Szybenik i Split (miasta jak wół), bo ciągle nie mogę się zdecydować: wpisać na listę te dwa czy nie?

To samo miałem w Portugalii z Batalhą i Nazaré, w Grecji z Delfami, w Austrii z Sankt Wolfgang im Salzkammergut. Każde z tych państw ma popierdolone z geografią administracyjną, więc człowiek nie może spokojnie się pluskać, fotografować i podziwiać! Nawet na urlopie musi rozwiązywać intelektualne zagadki!

W końcu, jak jakiś buchalteryjny Bóg, podjąłem arbitralną i niepodważalną decyzję i Pučišća uznałem za miasto, a Postirę nie. I kto mi co zrobi?

No, dobrze… Uprzejmie informuję, że w sprawach ewentualnych reklamacji dotyczących tajnej listy przyjmuję w każdy poniedziałek, między 16.35 a 16.37.

wersja dla niewidomych